Polska

Tarczyński i Andruszkiewicz chcą ustawy ws. „fake newsów”. „Jest potrzebna na już”

Dodano

dnia

Wikimedia/Adrian Grycuk

Publikacja serwisu Onet.pl ws. zawieszenia przez USA spotkań politycznych na wysokim szczeblu, wywołała w naszym kraju burzliwą dyskusję. Posłowie Adam Andruszkiewicz z Wolnych i Solidarnych oraz Dominik Tarczyński z Prawa i Sprawiedliwości określili tę informację mianem „fake newsa”. Obaj zgodnie twierdzą, że potrzebna jest ustawa, która wprowadzi kary za publikowanie fałszywych informacji.

„Ustawa z wysokimi karami za fake news potrzebna na JUŻ! Inaczej w kampanii będziemy mieli „newsy”, że w przypadku zwycięstwa prawicy Kreml odpali Iskandery w Polskę, że USA to wiedzą i wycofują wojska, że czeka nas bankructwo. Skutki bezkarności w tej sprawie, mogą być TRAGICZNE!”  – napisał Andruszkiewicz w serwisie Twitter.

Podobnego zdania był Tarczyński, który w rozmowie z portalem wPolityce.pl nie szczędził pod adresem Onetu gorzkich słów. „To, co robi Onet i inne media należące do niemieckich właścicieli niczym się nie różni od tego, co robiła esbecja i komuna. Tacy dziennikarze są tylko i wyłącznie manipulacyjnymi sekciarzami, osobami, które powinny zapłacić za kłamstwa. I te jakieś notatki, dokumenty, ta próba pokazywania drugiej strony zawoalowanego kłamstwa, naprawdę mnie brzydzi. Obiecałem ustawę anty fake newsową i słowa dotrzymam” – oświadczył.

Powołam się na ustawy, które istnieją w Europie wśród państw członkowskich UE. Przetłumaczyłem już wersję niemiecką, dziś będzie gotowa węgierska. Obiecuję, że w najbliższych dniach przedstawię to marszałkowi i będziemy procedować. Musimy być liderami walki z kłamstwem i ja o to zadbam. Za fake newsy płaci się w Niemczech do 0,5 mln euro, w na Węgrzech 600 tys euro. Ja proponuje w Polsce 1 mln euro, czyli ponad 4 mln zł” – dodał.

PUBLIKACJA ONET.PL

6 marca podał informację, iż podczas spotkania amerykańskich i polskich dyplomatów, przedstawiciele naszego rządu mieli usłyszeć, że USA zawieszają spotkania z naszymi politykami najwyższego szczebla. Dziennikarze informowali wówczas, że dotarli do dokumentów, z których wynika, iż podczas spotkania, w którym uczestniczyli wysocy rangą amerykańscy politycy, postawiono polskim dyplomatom ultimatum. Serwis podaje, że w rozmowach po stronie amerykańskiej udział brali: Wess Mitchell, jeden z najbliższych współpracowników amerykańskiego szefa dyplomacji, a także doradczyni wiceprezydenta Mike’a Pence’a Molly Montgomety i Thomas K. Yazdgerdi, odpowiedzialny w Departamencie Stanu za kwestie dotyczące Holokaustu.

Zgodnie z tym, co przekazali dziennikarze portalu internetowego, Polacy mieli usłyszeć, że do momentu, gdy nie wejdą w życie zmiany wprowadzone w nowelizacji ustawy o IPN, zarówno prezydent, jak i wiceprezydent USA, nie spotkają się z naszymi politykami. Miałoby to oznaczać, iż prezydent Andrzej Duda oraz premier Mateusz Morawiecki, nie mogliby złożyć wizyty w Białym Domu i spotkać się z prezydentem Donaldem Trumpem.

DEMENTI MSZ ORAZ WYSTĄPIENIE RZECZNICZKI DEPARTAMENTU STANU USA

Doniesienia portalu Onet.pl skomentował Bartosz Cichocki. Wiceszef polskiego MSZ podczas rozmowy przeprowadzonej na antenie TVN24 oświadczył, że doniesienia portalu Onet.pl są nieprawdziwe. „Nie było żadnego ultimatum” – powiedział.

„Strona amerykańska wyrażała konsekwentnie zaniepokojenie, pytania o ustawę o IPN jeszcze na etapie projektu. Ma nadal swoje wątpliwości. Nie jest to dla nas zaskoczenie. Jesteśmy w kontakcie z dyplomatami amerykańskimi i nie ma w tych kontaktach klimatu ultimatum” – dodał.

Cichocki zapewnił również, że nieprawdą jest, iż Amerykanie odmówili spotkań na najwyższym szczeblu do czasu zmian w nowelizacji ustawy o IPN.

Swoje stanowisko w całej sprawie przedstawił również Departament Stanu USA. Jego rzeczniczka, Heather Nauert, oświadczyła, że „doniesienia zakładające jakiekolwiek zawieszenie współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa lub dialogu na wysokim szczeblu są po prostu fałszywe”.

ONET.PL PUBLIKUJE TAJNĄ NOTATKĘ MSZ, A RESORT DONOSI O MOŻLIWOŚCI POPEŁNIENIA PRZESTĘPSTWA

W odpowiedzi dementi MSZ dziennikarze opublikowali treść notatki Jana Parysa, byłego doradcy Witolda Waszczykowskiego, a obecnie pracownika Akademii Dyplomatycznej MSZ. „Ze względu na znaczenie USA dla naszego bezpieczeństwa nie do przyjęcia jest sytuacja, kiedy prezydent czy premier mają zablokowane kontakty z głównym sojusznikiem” – miał pisać Parys.

Po publikacji notatki przez Onet.pl MSZ wydało oświadczenie, które w serwisie Twitter zamieściła Polska Agencja Prasowa. Przedstawiciele resortu spraw zagranicznych zapowiadają, że wyciągną konsekwencje wobec pracownika MSZ, który przekazał dziennikarzom treść niejawnej notatki służbowej.

„Funkcjonariusz publiczny, który ujawnia osobie nieuprawnionej informację stanowiącą tajemnicę służbową lub informację, którą uzyskał w związku z wykonywaniem czynności służbowych, a której ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3” – czytamy.

MSZ powołuje się w tym przypadku na  art. 266 Kodeksu Karnego.

Exit mobile version